Do domu • Zdjęcia

Chile - Argentyna - Chile, grudzień 2004

5 grudnia

SMS: Walimy na Argentynę przez Paso Jama, tak 3 dni pewnie, na 4800 pewnie, a potem w okolicach 4200m npm przez 100km. Ciężko, 4200 na razie. Wczoraj jechali Amerykanie, ale z przełęczy wrócili, bo woda się im skończyła. Tam jest 300km bez wody. Są rzeczki, ale z arszenikiem. Można się kąpać w arszeniku.

Tak ze 25 litrów mamy, oraz empanady kule armatnie z ładunkiem pendno wybuchowym cebuli. Pinochet dostał zawału, bo my przyjechaliśmy? Check out www.rideforclimate.com - spotkaliśmy.

I potem SMS: 4600npm, resztki sieci.

Następnego dnia napisał Darek:

Na dole. Bo byliśmy na górze. Zaczęliśmy o 3 rano z San Pedro de Atacama i zrobiliśmy Paso Jama cholera wysoka ta jama - wyszło ok mniej więcej coś jakby 4789m (czytaj 4800)!!!! Michał chciał wyżej ale nie bardzo było jak i gdzie. Biegał po hałdzie żeby zrobić te 20 dodatkowo ale oddechu mu zabrakło. pełny zgon. oddech slaby, tętno za to jak najbardziej wysokie, ból głowy, wątroby i takich tam. z przełęczy - na którą wjechaliśmy o 13 zabrały nas ciężarówki a konkretnie cysterny. rowery bardzo zgrabnie przytroczyliśmy do błotników a w kabinie dyskusja zataczała kręgi od Wałęsy i Wojtyły po piwo i kokę via Pinocheta i Allende. Kokę żuliśmy. mi pomogła, Mischa twierdzi ze go głowa rozbolała od... wątpię. z camion-owcami zresztą super miłymi - ni grosza nie wzięli dojechaliśmy via granica do Susque w Argentynie. Spaliśmy tam na 3700. Bez awarii. wieczorem wino -litr był. młode siarkowe. i tez bez szkody.

6 grudnia Pisze Darek:

Dziś dojechaliśmy do Purmamarca, wys 2400 only.  - chyba cos 135km razem było. Momentami ciężko mimo że netto w dół, kilka podjazdów bardzo wq było i przejazd jakimś takim solnym plateau nudny długi. Cholera miejsca gdzie można wodę kupić-dostać mają co 130km... w międzyczasie bez szans. Jakas burza była, Niemcy nam wodę dali i radzili żebyśmy se samochody kupili bo te rowery to strasznie męczące musza być. na koniec zjazd - z przełęczy cośmy ją przypadkowo też zrobili (4170 m miała) zjazd długi i szybki bez kręcenia. Na dole muchy i zieleń i ludzie. Piwo i hotel mamy więc idziemy.
pozdrawiamy
m i d

[uwaga od redaktora - no chłopaki piszcie jakoś tak bardziej cywilizowanie. Rozumiem, że z polskimi literkami jest trudniej, ale com się po poprawiał samych literówek to moje. Te obrazki może niewiele pokazują, ale ładne bardzo są z góry :) ]

7, albo 8 grudnia - chłopaki w Salcie

9 grudnia pisze Michał:

 hi,

my w Cachi aktualnie i chyba przekroczyliśmy granice wytrzymałości staramy się i pedałujemy od pedałujemy gdziekolwiek, tylko dajcie nam batona, wodę i kabanosa (in plus dodatni). Poszlimyśmy spać ostatniej nocy po Salcie w środku podjazdu na jaką przełęcz na Cachi (z motorem i smrodem benzyny i smaru i szczekaniem psa) a z rana deszcz i mżawka lała i w ogóle. Ale wsiedli my i z 2100 na 3370 do kapliczki zimno i ten tego, a potem w dół ze stopami w sandale i skarpecie i foliowej torebce. Cachi bardzo miłe i tu takie patio i 3 łóżkowe miejsce i prysznic z<upa [?]. Jutro nach Cafayate i tuman znaczy Tucuman. [mapa tych rejonów dostępna w lewym górnym obszarze mapy na naszych stronach z 2004r]

z należnymi wyrazami

szczurek

W kolejnych dniach:

Darek sprzedał rower z zepsutą tylną piastą, drożej niż kupił i dalej wraca na piechotę i (luksusowymi) autobusami.

Michał ostatnio (13 grudnia) widziany był na przełęczy Los Libertadores między Mendosą a Santiago.


Do domu • Zdjęcia