Rozpoczelo sie banalnie; po prostu nie bylo miejsca. Ale zaraz wydarzenia zaczely sie toczyc z zawrotna predkoscia. Jeszcze zanim wiekowy oddzwierny zdolal oderwac nasze zacisniete kurczowo, szponom bardziej podobne palce czepiajace sie Domu Polskiego klamki, znikad, niczym lawa wylewajaca sie z nieznanych czelusci wulkanu, pojawila sie nagle pani Jadzia. Pani Jadzia, mlodka jeszcze (wnukow doroslych jeszce nie ma !!!), a przez to nierostropna - jak nam pozniej wyjasnial starszy dzentelmen - wykrzykiwala niczym w jakims obrzedzie nieznanym, szale nieokielznanym, do nas na bruku niemal juz lezacych, a jednak, a moze wlasnie dlatego jeszcze bardziej glodnych : trzy i pol funta, trzy i pól funta, trzy i pól funta ...
Nie wiadomo jakby z tej opresji wyrwaliby sie nieustraszeni ale w koncu smiertelni Kolumbijczycy gdyby nagle niczym blyskawica ciemna zaslone nocy przerywajaca, smiala, jasna a jednak grozna, nie pojawila sie nad nami pani bardzo wiekowa, lat conajmniej dziewiecdziesieciu. Pani ta w czasie wojny byla wrenka ( kobieta - marynarzem ), jej maz byl czlonkiem zalogi ORP Blyskawica. Nie dla nas to jednak towarzystwo, nie dla gnusnego pokolenia, nie wiedzacego co to proch ani slony smak morza miotajacego zelazna skorupa. Bo dostojna staruszka zaczela nas do baru przez nia prowadzonego zapraszac, gdzie butelkami grogu operowala tak umiejetnie i wprawnie, ze w przeciagu minuty na podlodze Domu Polskiego bez zycia bysmy legli. Zaczelismy wiec krzyczec, ze miejsca przeciez nie ma, ze nawet chyba i samego obiadu pewnie i nie starczy dla nas. Ona, z anielskim usmiechem, pewnie tym samym, z ktorym zabojcze torpedy Wtedy odpalala, ze boys could drink something anyway. Ucieklismy. Nie nam takim stawiac czolo.
Po polgodzinie jednak wrocilismy. Kiszki bol glodem wykrecal, w domu w lodowce pustki, a i myslelismy, ze Tam juz nieco opustoszalo, ze nas z naszej chwackosci nie zechca wyprobowywac, ze nas z naszej miekkosci nikt nie wylupi. Ze tez szaro, nieciekawie, acz smaczno pozywim sie, a nikt nas nie zauwazy, na Clifton do domu wrocim, pod koldre sie schowamy a moze lekczery jakie poczytamy.
Okazalo sie jednak, ze trafilismy w samo oko cyklonu. Bo wlasnie pan Inzynier o rozbudowie parafii mowil, a mowil dlugo i dlugo, a im wiecej mowil, tym glosniej, a im glosniej to tym czesciej wolal by go sluchano, a im czesciej wolal tym mniej go bylo slychac, bo wszyscy coraz to glosniej widelcami a i nozami stukali. Jak na Zlosc. Nie wiadomo jakby to sie skonczylo gdyby nagle Pan Prezes chwili nie wykorzystal I HIP HIP HURA dla pana inzyniera. A pan inzynier juz w ogole krzyczy strasznie glosno, ze on jeszcze nie skonczyl, ze jeszcze chcialby... Ale juz lawa (czyt. duza lawka, taka do siedzenia, a nie jak porzednio taka wulkaniczna - patrz poprzednio), runelo jako natarcie skrzydlatych jezdzcow gramotliwe STO LAT panie izynierze, sto lat.
My w tym czaie wcinalismy, a bylo co, bo to i kotlecik, a czasem i kurczaczek, a buraczki i kartofelki. Panie, co je tak w poprzedniej relacji obsmarowalismy teraz sie bardzo popisaly i gdyby goraca jak zawsze witany ksiadz, ktorego nie bylo, byl na pewno by nawet on pochwalil. Wreszcie doszlo do ciasteczka, ktorego niestety nie wszyscy dostalismy, bo winda sie urwala, a nie tak jak niektorzy mysleli i Mateusz pobiegl, zeby wciagac, ze sily nikt nie ma, zeby wciagac, a moze sie lina zaciela. Ciastka Maciek nie dostal, ale za to recznie tort wszyscy dostalismy, wiec juz tam wszyszcy, ze jakos to bedzie.
Az tu nagle przy naszym stale pan Jasiolek sie pojawil. Artur od razu poczul, ze byc moze zle i mowi; torty do kieszeni i w nogi. Jednak zostalismy. A musicie wszyscy wiedziec, ze pan Jasiolek to kultury Przewodniczacy, za wiersze, piosenki i skecze malzenskie odpowiedzialny. A on nas, ze my dzisiaj ( to znaczy dwa dni temu, w niedziele, na obiedzie) niespodzianki i co chcemy spiewac. My, ze nie umiemy, ze moze przeboje zespolu Quin albo Shazza. Ale pan Jasiolek na robocie swojej sie zna i juz my przed nosem nuty i chcac nie chcac za Przewodniczacym Jasiolkiem , swymi watlymi tenorkami za jego glebokim, pieknym basem prawdziwie i rdzennie polskie, za serce lapiace, tyle raz slyszane, a nigdy dosyc szla dzieweczka (ale wroc, Pan Jasiolek; wzialem za wysoko). Kiedy juz rozgrzani i rozspiewani (tak, ze nasza kolezanka z Turcji Nur - ktora tylko zawsze do wszystkich 'tak' mowi i wszystkich rodakow jako Polak prosto z Polski w ten sposob uwodzi - chociaz bardzo niesmiala zaczela ho-ho-ho glosem wyspiewywac), to Pan Jasiolek goralu nam podrzucil i juz nam sie wydawalo, ze nasze kotow rozdzieranych zawodzenie, kiszkow wyciaganych skowyczenie, za spiew mozna bylo uznac, nagle caly stol za Prezesem nagle w gorala uderzyl, glosy piekne czcigodne, niecwiczone, a potezne huknely, a w tym spiewie tyle bylo tej tesknoty za ta nasza Polska, tyle zawadiakostwa niezmozonego, ze strasznymi okularnikami- srajtuchami sie poczuwszy, 2 pensy, ktore pewna pani dla pocieszenia nam rzucila wzielismy i podkulajac ogon do domu czmycnelismy.
Tak wiec w domu teraz siedzimy, na ulicy wstyd nam sie pokazac i tylko od Was pocieszenia czekamy, bo inaczej zawstydzenie na smierc do konca zycia bedziemy.
Do domciu
Poczatek nieaktualnych wiadomosci
Nie byl to jednak koniec dramatu na torze Sussex. Znany z wytrymalosci silnik renomowanego laboratorium, dwucylindrowy NogiArtura, pomimo poteznego udezenia o ziemie nie przestal dzialac! Dzielny motocyklista zerwal sie, schowal szczatki obudowy swego bolida do kieszeni i ruszyl w pogon za nienaruszonym Raleighem, NogiMateusza. Nie byl to latwy poscig. Silnik, który wytrzymal upadek, malo co nie zdechl zmagajac sie ze skrzynia biegów zablokowana na szóstym przelozeniu. Calkowicie juz niesprawne hamulce i latajace na wszystkie strony przednie kolo Peugeota równiez nie ulatwialy walki.
A jednak to Artur, wielokrotny zwyciezca tego Grand Prix pierwszy zobaczyl flage z szachownica pokazana przez zdumionego sedziego w Refectory Building. Obtarty i podrapany zawodnik dodal kolejny puchar do swojej kolekcji.
W boxach mówi sie o zakonczeniu przez zwyciesce dlugiej wspólpracy z teamem Peugeota. Wydaje sie jednak, ze trudno Arturowi bedzie rozstac sie z utytulowanymi NogamiArtura, zwiazanymi wieloletnim kontraktem z francuska stajnia.
Do domciu
Poczatek nieaktualnych wiadomosci