Do domu • Log • Zdjęcia • O kraju

O Kosowie dla rowerzystów i nie tylko

Ogólnie

Kraj niewielki, ze stolicy wszędzie mniej więcej 100km do granicy (na południe do Macedonii mniej). Większość kraju to wyżyna, z akceptowalnymi górkami. Naokoło góry (też powyżej 2400m). Kraj jest protektoratem UN, formalnie ciągle część Serbii i choć nikt nie wyobraża sobie powrotu w granice Jugosławii, potrzebna jest jakaś marchewka, bądź dodatkowy kij na Belgrad, żeby Kosowo uniezależnić. To samo jest z Bośnią. Coś się wspomina o członkostwie w UE (też Serbii), ale na razie rośnie tylko lokalna frustracja na administrację UNMIK i nic dziwnego - sam widok setek białych 4Runnerów z literami UN, które nigdy nie widziały szutrowej drogi może mierzić. KFOR cieszy się znacznie większym poważaniem, flagi NATO wiszą przy każdej stacji benzynowej, wojskowe landrovery przepuszczają z podporządkowanej.

Mapy można znaleźć w internecie (patrz linki na forum), są może mniej szczegółowe i po serbsku, ale do jazdy na rowerze raczej wystarczą. Tym bardziej, że warto pewnie poczekać na zbudowanie, czy wyasfaltowanie dróg które mają być zrobione bo na razie wszystko jest płynne. Kiedy ją zrobię, to na stronie dostępna będzie moja pierwsza mapa do GPSów Garmina, zweryfikowana z życiem i z wyrywkowymi POI (hotele, stacje benzynowe, miny, inne takie). Watch this space.

[update 3/2007: machnąłem ręką na Garmina na razie. Tu jest plik kmz z wycieczki. Waypointy z numerkami to właśnie te hotele, stacje, sklepy, itd, ale nie chce mi się tego już robić.... Nieposiadający google earth, mogą użyć tego linku do Maps]

Bezpieczeństwo

Jeszcze stąd nie wyjechaliśmy, więc zobaczymy, ale na razie wszystko jak trzeba. Kraj się trochę zesaturował narodowościowo i na ogromnej większości terytorium dominują Albańczycy. Po dawnej mniejszości etnicznej/większości rządowej pozostały jedynie spalone czy zburzone domy i cerkwie, z rozkradzionymi cegłami na kwitnące budownictwo mieszkaniowe. Ktoś może się skrzywić na pytanie o jakąś miejscowość nazwaną po serbsku (co jest nie do uniknięcia, przynajmniej dopóki nie powstaną nowe mapy), ale kilka podstawowych słów po Albańsku otworzy wszystkie serca. Pytani byli żołnierze, oraz lokalni odradzają odwiedziny (szczególnie na rowerze) terenów na północ i zachód od Kosowskiej Mitrovicy. Tam były największe dymy, latały granaty, i ciągle ponoć się to zdarza. Są też kontrole, blokady na drogach. W związku z tym nie byłem więc nie mogę zweryfikować.

Miny bywają problemem, choć pewnie niezbyt powszechnym - znaki są na około lotniska, przy granicy czarnogórskiej, ponoć czasem nie ma ostrzeżeń. Odminowywanie idzie powoli, Serbowie przysyłają mapy z rozmieszczeniem min, ale nie wszystkie. Ale też nie ma co zwalać na Serbów, bo NATOwskie miny w Bośni też są jeszcze nie wyczyszczone.

Wojska jest o wiele więcej niż zwykle, więc i obiektów których nie wolno fotografować też więcej.

Nie wygląda to na kraj, gdzie kradłoby się dużo, raczej kultura muzułmańska - duży plus.

Klimat

Nasze doświadczenia są pewnie zupełnie niereprezentatywne, bo w czerwcu 2005 syf był w całej Europie, tzw. "fala zimna", jak donosił onet. Ale trzech dni deszczu, 10-13 stopni w dzień i śniegu na przełęczach się nie spodziewałem po kraju na południu byłej Jugosławii i tak blisko Adriatyku. Krótko mówiąc bywa nieprzyjemnie.

Nastąpiło przesilenie i przestał padać deszcz. Do upału jeszcze daleko, ale jest przyjemnie.

Ludzie

Większość albańska i mnóstwo mniejszości. Serbowie w enklawach odgrodzonych i w konwojach pod nadzorem, też Turcy, Bośniacy, Romowie i cygańskie odmiany: "Egipcjanie" i Ashkaelia. Doświadczenia nasze bardzo pozytywne, szczególnie jeśli próbuje się mówić lokalnym językiem.

Z tymi muzułmanami to bez przesady - większość Albańczyków pewnie była w meczecie kilka razy w życiu (choć muezini z CD dają ostro o wschodzie i zachodzie), dziewczyny porozbierane (tzn. kiedy nie ma akurat fali zimna). Chłopaki z bicepsami, umieją pewnie obchodzić się z bronią, słowem dobra partia.

Duże bezrobocie, wiele osób spędza dnie na piciu. Kawy w licznych kawiarniach. Społeczeństwo trochę już uzależnione od pomocy międzynarodowej, ale o tym napisze pewnie więcej Agnieszka.

No właśnie, można odnieść wrażenie, że ludzie w Kosowie uzależnieni są od pomocy. Wielki, międzynarodowy brat pomaga, są bardzo wdzięczni za tę pomoc, ale też czekają na więcej. W sumie to nie jest ich wina, bo każdy, kto jest w trudnym położeniu, liczy, że nie zostanie sam. Ale dostrzegam tu błąd organizacji międzynarodowych, które robią cudne programy i mają piękne rezultaty, ale zapominają o zasadzie pomocniczości i wszystko podają "na tacy". A dlaczego - ja się pytam - nie dać ludziom spróbować samodzielności? Wiem, że na początku może to być trudne, ale przecież samodzielność jest niezbędna do rozwoju. Przykład z jednej wsi: mieszkańcy długotrwale bezrobotni, bieda aż piszczy. A kilometr dalej: giga kościół. Z pewnością dostali część pieniędzy od np. CARITAS, ale jedna z mieszkanek z dumą podkreśla: to nasze dzieło, local community to zbudowała. A więc jak się chce, to można!

W jednej wsi spotkałam 2 muzułmanki, starsze panie. Przemiłe były. Jedna z nich pochwaliła się, że to jej rodzina dała za darmo ziemię pod budowę szkoły.

Języki

Dominuje albański, patrz słowniczek na początku logu, wystarcza na bardzo wiele, tym bardziej, że duża część mieszkańców mówi jakimś zachodnim językiem (albo wszystkimi) - angielski, niemiecki, francuski, pewnie włoski.

Drogi, kierowcy

Poza miastami świetnie, choć trochę pewnie dlatego, że wszystkie dopiero co odbudowane. W miastach znacznie, znacznie gorzej, szczególnie w deszczu, ale prace trwają. Drogi nie są szczególnie szerokie, ale kierowcy bardzo uprzejmi. Trąbią ostrzegawczo, mijają szerokim łukiem (kiedy się da). W mieście znacznie gorzej i w przypadku kierowców - dużo samochodów (chodzenie na piechotę jest uncool), trudno jest jechać przy krawężniku, bo dziury. KFORowskie samochody słychać z daleka, bo wyją oponami.

Jedzenie inne niż kabanosy

Pizza prawie wszędzie (znośna, ale bez rewelacji), szpagetti, rzadziej, niektóre restauracje bardzo dobre (mięso, sałatki, owoce morza). Fast food lokalny to quebaptore - serwują mielone mięso w różnych odmianach i kształtach z bułą i świeżymi warzywami. Pomidory pyszne, jabłka, brzoskwinie, banany. Chleb niedobry - zawsze glinowata buła. Dobra kawa, którą spożywa się tu zamiast alkoholu, spędzając dni w kafejkach. Restaurant może też oznaczać kawiarnię, bez jedzenia.

W Peje polecamy lokal CALIFORNIA, blisko biura UNMIKu. Pyszne, świeże jedzenie: dają steki, zupę cebulową albo pomidorową ze świeżych pomidorów, a do tego sałatka ze świeżej kapusty. Kelner na początku wyglądał groźnie, ale ma po prostu taki sposób bycia i po bliższym poznaniu (a byliśmy tam już 3 razy) już jest lepiej.

Sklepy, woda, batony

Bardzo dużo stacji benzynowych. Otwarte od rana do 9 wieczorem, a nawet później, jak się komuś nie chce iść do domu. Prowadzenie sklepu to sposób na życie towarzyskie. Sprzedawcy dzień zaczynają do kawy, którą wspólnie piją przed jednym ze sklepów. Natomiast jak przychodzą do nich w odwiedziny znajomi lub rodzina, wówczas też serwują kawę, ale już wewnątrz sklepu.

Raz przymierzałam jakąś sukienkę. W przymierzalni nie ma lustra, więc, żeby się zobaczyć, trzeba wyjść na środek sklepu i wtedy wszyscy obecni goście cię oglądają. A poza tym, jak tylko klient wchodzi do sklepu, natychmiast ma obstawę personelu. Nie tylko przesuwano mi wieszaki z ubraniami czy zakładano but na nogę, ale też pani zaglądała do mnie do przymierzalni, żeby pomóc itp.

Woda jest bardzo dobra, przynajmniej tu w Pejë, można ją pić z kranu. 

Batonów mnóstwo, do wyboru do koloru. Uwagę przyciągają też giga bombonierki ze zdjęciami gwiazd międzynarodowych na pudełku.

Hotele itp.

Sporo, standard taki sobie, w tym, w którym my spaliśmy, przynajmniej. Miła obsługa, ale kanalizacja fatalna (nowy budynek, grzyb już przy łazience, leje się z brodzika, cieknie kibel, fatalnie; śniadanie ciągle taka sama buła z tym samym serem i dżemem. Bez problemu z zostawianiem roweru. W Czarnogórze niektórzy śpią po pustych, niewykończonych domach. Tu pustych i zburzonych domów bardzo dużo (choć te drugie raczej bez dachu), może wystarczy spytać.

Ceny

Dosyć drogo. Hotel (z wymienionymi wyżej mankamentami) 60 euro na dwie osoby. Kawa 0,5; kawa+schweps+kebab €2, obiad lepszy na dwie osoby, taki z piwem i przystawką pod €20. Transport nie wiem.

Za to wiem, jakie są ceny mieszkań: od €700 do 1500 za metr kw.

Sklepy rowerowe

Trochę jest w miastach i miasteczkach. Widziałem w Peja, Yakovie/Dakovicy, Prizren, Pristinie.


Do domu • Log • Zdjęcia • O kraju