Nie jest tego dużo.
Miałem z 1.5 roku, wygrałem na 3-kołowym rowerku z innymi, podobnymi sobie konkurentami
Jedną z konkurencji była jazda na szutro-podobnej trasie, trzy okrążenia, razem ze 2km. Największy konkurent do zwycięstwa wyłożył się na pierwszym zakręcie, jednego prawie zdublowałem, było łatwo.
Porażka straszliwa, co gorsza wpisali czas! Jechaliśmy w dwójkę czyli Mateusz i Staś, ale zamiast jechać razem, jechaliśmy osobno, co było idiotyzmem. Prawdziwi wyjadacze jechali od jednej i drugiej strony, spotykali się w Klifie, dostawali pieczątkę i pokonywali trasę dwa razy szybciej, a my szukaliśmy wszystkiego osobno jak idioci. Co więcej nikt nie przejmował się zakazem posiadania mapy.
Na koniec wszystkiego złapałem gumę (opona wybuchła na zjeździe z Agrykoli, znów źle założona?) i ostatni kawałek zrobiłem na piechotę, z przerwą na rozmowę ze znajomym. Mimo protestów wpisali czas i sklasyfikowali, o dziwo nie na ostatnim miejscu! Zająłem 49, Staś 43 miejsce na 55 sklasyfikowanych.
Bardziej wyczerpujący przekaz jest w dziale wycieczki, bo wyścig zamienił się trochę w wycieczkę/GS tour po sklepach. Było super - 119 miejsce.
Wygrałem! Sprint ze startu wspólnego wzdłuż Dewajtis (około 1km) w Lasku Bielańskim. Obstawa policji, posłanka Fabisiak dekorowała zwycięzców. O dziwo nikt na nikogo nie wpadł przy starcie! Największy kłopot był z wpięciem się w jednostronne SPD, do takich wyścigów zapina się na sztywno nogi paskami, ale ktoś musiałby trzymać w pionie przed startem. Po złym starcie wykosiłem towarzystwo bez najmniejszych problemów, ale wszyscy na góralach, więc nie mieli łatwo. Po początkowym mega-sprincie, na 800-tnym metrze trochę nogi zaczęły więdnąć, ale chyba nie tylko mi.
Dosyć ponura sprawa, mimo niezłej zaprawy (to było po Argentynie) i dobrego startu, pod koniec pierwszej pętli zaczął się skurcz wszystkiego. Pod koniec drugiej (do trzeciej się nie zakwalifikowałem), zejście z roweru oznaczało uderzenie bólu wykrzywiające twarz w gębę Żelaznego Wasyla. Kiepściutko, a niby i dystans (80-90km) i rodzaj trasy powinien mi odpowiadać.
Pierwsza edycja wieloetapowego wyścigu kolarskiego. Będą długie etapy po płaskim, czasówki, sprinty, premie górskie itd.
To miał być prolog - czasówka, ale od początku szło coś nie tak. Mieliśmy się ścigać w sobotę o 12 - 13 na zamkniętym kawałku Wisłostrady (wzdłuż tunelu), ale Staś z Michałem wrócili po 4 rano do domu, więc o 12 obydwaj zastanawiali się nad śniadaniem. Zrobiłem więc z Włodkiem Sidorczukiem (też miał startować) i Michałem Dąbrowskim jedno piwo w Arabie. Doczłapał się Staś. Przenieśliśmy się Pod Rurę. Tam, po kolejnym piwie dojechał Michał, samochodem. To trochę wstyd jechać rowerem do budki z piwem, ale przyjechać samochodem w stroju rowerowym, wyjąć rower i zamówić piwo...
Wyścig nie był czasówką, ale pojedynkiem ze startu wspólnego, dwa razy tam i spowrotem, z wirażami na końcu podjazdu do aktywnej części Wisłostrady. Od początku wyrwaliśmy ze Stasiem (ale się trzyma!) do przodu. Potem Michał, potem Włodo, potem Michał Dąbrowski, który od początku chyba planował wycofanie się (co zrobił po drugim obrocie). Jechaliśmy 35-40km/h, w sumie nic specjalnego, ale dosyć szybko zaczęła się rozgrywka taktyczna. Na obrocie zobaczyłem, że może i Stasia dałoby się zgubić, ale po co tak szybko. Michał odpadał, wtedy już było jasne, że nie ma się co spieszyć. Ale Staś też czasem prowadził, trzeba przyznać. Po ostatnim nawrocie próbowałem uciec, ale nie wyszło (ale się trzyma), potem więc zwolniłem do 35km/h. Na sprincie rozjechaliśmy się na dwie strony jezdni i każdy był na swoim. Wygrałem! Michał jakieś kilkadziesiąt sekund potem, Włodo niedaleko za nim.
Mateusz (jakieś 8-9 minut)
Staś (4sek straty)
Michał (30sek straty - dobra, może całkiem inaczej, nie miałem siły włączyć stopera, protesty przyjmuję do 17:00)
Włodo (38sek straty)
Dystans: 170km Yasuj - Shiraz w Iranie (ale głównie w dół)
Góry: Paso del Agua Negra, Andy (4779m), paso de Libertadores (3100m), Infernillo (3080m); dzienne przewyższenie może i 4000m w Chile
Prędkość: 80km/h, Yasuj - Shiraz w Iranie
Dystans: 371km, Ustka-Płońsk, 16h jazdy, średnia 26,8km/h
Czasówka: średnia 40km/h na 10km (Pl. Wilsona - Łomianki), 34km/h na 35km (Pl. Trzech Krzyży - Łomianki - Pl. Trzech Krzyży)
Góry: Wielka Pętla Bieszczadzka, Paso del Agua Negra, Andy (4779m) i inne z Andów
Prędkość: 85km/h na zjeździe z Infernillo w Argentynie
Góry: tak jak Michał